Niechaj mi się stanie według Twego Słowa! Wywiad z ojcem Marinko Sakotą

Proboszcz – o. Sakota (w okularach) w towarzystwie abpa Hosera i Nuncjusza.

– Ojcze Marinko, co dla ciebie oznacza te 37 lat objawień, które przeżyliśmy do tej pory?

– Ta rocznica to dla mnie nowe wezwanie, nowa szansa, by odpowiedzieć na wołanie Matki Bożej. Dlaczego to mówię? Bo często zapominamy o wezwaniu Matki Bożej, a te dni, to szansa, że przypomnimy sobie, że pielgrzymujemy, że musimy się skupić, bo często odchodzimy, jak młodszy syn z historii o miłosiernym ojcu.
Oddalił się od ojca i my tak samo oddalamy się od tego, co najważniejsze. Dlatego te dni zawsze są czymś, co powinno nas podnosić duchowo. Ale jesteśmy też podobni do starszego syna, zewnętrznie jesteśmy blisko, ale wewnętrznie odchodzimy. Starszy syn był na zewnątrz blisko, ale wewnętrznie nie znał ojca, choć był tak blisko niego. Podobnie jest z nami.
Możemy przyzwyczaić się do wszystkiego i stać się ślepymi z powodu działania, z powodu ciągłej aktywności – muszę to zrobić, muszę tamto zrobić. I przy tym zapomnieć o tym, co ważne. Dlatego takie dni, jak rocznica i święto świętego Jana, które obchodzimy w wigilię, dwa ważne dni, i należy je przyjąć jako okazję do przypomnienia sobie o tym, co najważniejsze.

– Matka Boża nieustannie podkreśla w orędziach konkretną modlitwę: Różaniec Święty. Dlaczego właśnie ta modlitwa?

– Maryja chce być z nami. To miłość. Miłość chce przebywania razem. I jeśli my też czujemy to pragnienie i chcemy z nią być, to środkiem do tego jest różaniec. Jest to możliwość, by być z nią i być z Jezusem. Różaniec mówi nam nie tylko o Maryi, ale Różaniec to przebywanie razem z Jezusem i z Maryją.
Dlatego Matka Boża wzywa nas do modlitwy różańcowej, bo chce być z nami. Jest to prosta modlitwa, ale może być bardzo głęboka. Cały czas powtarzamy rytmicznie „Zdrowaś Maryjo” i to jest bardzo ważne dla duszy. Możemy się uspokoić. I wtedy uczymy się, ćwiczymy, jak przyjąć Różaniec jako modlitwę kontemplacyjną i jak nią żyć.
Ta modlitwa polega na powtarzaniu, i ważne jest przy tym, abyśmy zadbali o to, by nas nie uśpiła. Może się zdarzyć, że będziemy myślami rozproszeni z powodu tego powtarzania. Ale jeśli będziemy tę modlitwę praktykować to głęboko zanurzymy się w tajemnice.
Różaniec – to także modlitwa medytacyjna, kiedy przyglądamy się misterium życia Jezusa i Maryi, kiedy po prostu patrzymy na nich, staja się oni dla nas wzorem do naśladowania.
Oczywiście musimy też spojrzeć na siebie. Na przykład rozważamy pierwszą tajemnicę radosną: Anioł Gabriel przynosi Maryi wiadomość o tym, że pocznie syna dzięki mocy Ducha Świętego. Maryja odpowiada: „Jestem służebnicą Pana. Niech mi się stanie według twego słowa.” Tak zachowała się Maryja. Rozważamy tę tajemnicę. I teraz jestem tutaj ja i mogę otworzyć się, jak Maryja, na działanie Pana i powiedzieć: „Oto jestem, Panie, niech mi się stanie według słowa Twego.” Jeśli przyjmę za swoje te słowa Maryi, to Jej słowa staną się moimi i wtedy upodobniam się do Maryi. I wiemy, że Maryja była najbardziej podobna do Jezusa. W ten sposób możemy wczuć się w to, jaka była Maryja i możemy się od niej wiele nauczyć.
To co najważniejsze w życiu modlitwy: uzyskiwanie, a nie dawanie. Nie mówienie, a słuchanie. Nie jest ważne, aby działać w modlitwie, ale aby się otworzyć i tu Maryja może nam pomóc, bo Ona jest przykładem odbioru, Ona jest przykładem słuchania, jest przykładem otwarcia się na Boga.
Bóg wszystko może. Modlitwę możemy określić jako otwieranie się na słońce, kiedy słońce świeci. Jezus mówi: „Miłość Boga jest jak słońce.” Słońce świeci, ja jednak mogę się przed nim zamknąć, mogę zamknąć okno swojej duszy. Dlatego przykład Maryi jest taki ważny. Jej serce zawsze słucha, słucha tak wnikliwie, bo chce zrozumieć wolę Boga. Oto przykład słuchania słowa Bożego, ale i słuchania innych.
My, ludzie, czasami myślimy, że słuchamy, ale pozostajemy na własnym gruncie. Trzymamy się swoich myśli, swojego zdania. Czy zatem słuchamy? Ale czy ja słyszę kogoś i to, czego ten ktoś pragnie? Czy ja rozumiem ciebie? Twoje opinie? Twoje intencje? A tego uczy nas Maryja.

– Na koniec każdej Mszy Świętej modlicie się tutaj wyznaniem wiary i modlitwą siedmiu Ojcze nasz. Czy możesz krótko wyjaśnić, jak to się stało?

– W pierwszych dniach widzący wraz z Matką Bożą modlili się w ten sposób. To była modlitwa, którą znali. Matka Boża zawsze podkreślała, że ważne jest wyznanie wiary. „Odmawiajcie wyznanie wiary.” Także w kościele, do którego przyszli z Góry Objawień po kilku dniach, kontynuowali to. Po wieczornej Mszy św. widzący odmawiali siedem razy Ojcze nasz i wyznanie wiary. I to pozostało do dnia dzisiejszego.
Jaki to ma sens? Odmawiamy przed mszą Świętą różaniec jako przygotowanie. Serce musi być przygotowane, musimy się wyciszyć. Kiedy przychodzimy na Mszę Świętą nieprzygotowani, to bardzo nam przeszkadza we właściwym uczestnictwie w niej. Zastanawiamy się: dlaczego jest to, dlaczego tamto? Dlaczego ksiądz mówi to czy tamto? Nie koncentrujemy się, jesteśmy rozproszeni, w myślach wciąż w domu lub z innymi ludźmi lub w pracy. A na Mszy Świętej, musimy być tu i teraz. Różaniec pomaga nam się uspokoić i przygotować się.
Siedem Ojcze nasz i wyznanie wiary na końcu Mszy św. mają ten sens, że zostaniemy jeszcze chwilę po celebracji. Bo nie powinno być tak, że ledwie ksiądz powiedział „Idźcie w pokoju” i już wszyscy wybiegają. Niech to doświadczenie jeszcze trochę trwa. Jezus mówi: „Trwajcie w mojej miłości. “

– Na krótko przed rocznicą słyszeliśmy doskonałą wiadomość o specjalnym wysłanniku Watykanu, Henryku Hoserze. Czym różni się jego obecne zadanie od jego działalności w Medziugorju w zeszłym roku?

– Był papieskim delegatem w zeszłym roku, osobistym delegatem papieża. Teraz jest gościem – wizytatorem apostolskim. To jest nowa rola, która wyznacza nowy etap w stosunkach między Watykanem i Medziugorjem. Obserwujemy rozwój. Watykan chce kontynuować obserwowanie Medziugorja i teraz rzeczywiście też pomóc. Oto, jak sądzę, rola apostolskiego wizytatora.
On już poczynił obserwacje w zeszłym roku. Na przykład, że brakuje nam kaplicy adoracji a także innych rzeczy. Zauważył to i powiedział, że powinna zostać zbudowana. On chce nam pomóc i jesteśmy bardzo wdzięczni: Papieżowi i osobom z Watykanu, którzy poważnie potraktowali Medziugorje i zrozumieli znaczenie Medziugorja.

– Jaki jest jego autorytet w Medziugorju?

– Zobaczymy. On ma, moim zdaniem, wiele możliwości. Jeszcze nie wiemy, jaka jest jego jurysdykcja, ale dowiemy się po jego przyjeździe. Będzie mieszkać w starym domu parafialnym. Wszystko już gotowe.

– Jako proboszcz Medziugorja, jest Ojciec także odpowiedzialny za ogromną logistykę.

– Jesteśmy bardzo dobrze zorganizowani w parafii. Cały zespół ma jedną duszę, więc wszystko działa. Każdy ma swoje zadanie i wszyscy wiedzą, jakie jest ich zadanie. Naprawdę bardzo się zgadzamy i wszyscy chcemy tego samego. Jesteśmy zgrani. Wszyscy chcą być tu u franciszkanów. Ale siostry też są bardzo pracowite. Panuje tu dobra atmosfera. Nie może być inaczej, skoro jesteś w Medziugorju.

– W ostatnich latach Medziugorje bardzo Ojca angażowało. Jakie są twoje pragnienia na przyszłość?

– Pragnę, abyśmy w dalszym ciągu działali tak samo. Żebyśmy służyli i starali się spełniać życzenia Matki Bożej. Moim życzeniem jest, abyśmy zdali sobie sprawę z pragnienia Matki Bożej, z tego, czego Ona pragnie; abyśmy rozpoznali Jej plany. Ona pragnęła uczynić coś ważnego dzięki Medziugorju, rozpoczęła tutaj coś poważnego. Problem polega na tym, jak my odpowiadamy. Myślę, że już dość dobrze odpowiedzieliśmy. W całym świecie wielu ludzi tak czy inaczej odpowiedziało już Matce Bożej: tak. Ale chcemy jeszcze lepiej odpowiadać.

– Jak widzi Ojciec Medziugorje?

– Medjugorje posiada naprawdę rzadką dynamikę. Nie wiem, czy jest jeszcze gdzieś tak dynamiczne miejsce. Dynamiczne w sensie oferty: tu jest proponowanych tak wiele seminariów, warsztatów, poza tym spowiedź, celebracje dla wszystkich – międzynarodowe. Dla pielgrzymów, którzy się zgłoszą, organizowane są tłumaczenia na różne języki. I odbywa się tutaj nieprawdopodobnie wiele rozmaitych ćwiczeń: rekolekcje postne, ćwiczenia duchowe dla kapłanów, dla małżonków, dla młodzieży, dla organizatorów pielgrzymek, dla rodzin, dla charyzmatyków…
Ponadto, to co jest dla Medziugorja wyjątkowe to obecność Matki Bożej, która sprawia, że lód się topi, ludzie po prostu się otwierają; w niezwykły sposób zaczynają coś rozumieć. W Medziugorju to łatwiejsze niż u siebie w domu.

– Co chciałbyś powiedzieć o widzących, których osobiście znasz, na końcu tego wywiadu?

– Widzącym chcę przede wszystkim podziękować. Dziękuję za to, że odpowiedzieli, że naprawdę znieśli wiele ofiar i że nawet poświęcili swoje dzieciństwo, a wszystko to dla Matki Boga, że byli tak wytrwali i że nadal świadczą bez strachu i mówią: „Ukazuje nam się Matka Boża.”
Po drugie, chciałbym im pokazać: jestem z tobą. Myślę, że to ważne dla nich. Oni nie potrzebują wiele, ale ważne jest, abyśmy nie tylko zawsze szukali czegoś u nich lub potrzebowali czegoś od nich, ale abyśmy ich również pozdrowili i powiedzieli: „dobrze, że jesteś.”

Wywiad dla Gebetsaktion… prowadził dr Maximilian Domej. Przekład z niem.: Ewa B. Tekst pochodzi z austriackiego pisma Medjugorje. Gebetsaktion Maria Koenigin des Friedens nr 3/2018, str. 16-21.

W języku polskim: “Vox Domini” 1/2019, str. 23-24.