O. Leonid o Medjugorje

Mirjana podczas objawienia

NIE MOGĘ ŻYĆ BEZ MEDZIUGORJA!

O. Leonid z zakonu redemptorystów z Ukrainy wziął udział w 15 Międzynarodowym Seminarium dla Kapłanów w Medziugorju. Najpierw uczestnikom seminarium, a później dziennikarzowi Radia „MIR” przedstawił swe niecodzienne świadectwo:
„Moja pierwsza wizyta w Medziugorju była związana z obowiązkami i działalnością duszpasterską. W roku 2005 powierzono mi w miejscowym kościele odpowiedzialne zadanie i jednocześnie ciężki krzyż, a mianowicie – posługę egzorcysty. Pierwsze miesiące wypełnione były doświadczeniem miłości Boga i wieloma łaskami, choć nie obyło się bez trudności. Poważniejsze problemy pojawiły się podczas uwalniania pewnego opętanego człowieka. Zły duch odezwał się grubiańskim, pełnym nienawiści głosem: „Jestem straszny, silny i zniszczę cię. Zniszczę twoje kapłaństwo, twoje powołanie zakonne i całe twoje życie.” Nawet jeśli były to straszne słowa, nie mogłem ich traktować poważnie, gdyż zawierzyłem Bogu i nie miałem powodu, by w Niego zwątpić. Wiedziałem także, że już lęk przed szatanem jest porażką. Ale Bóg tę sytuację dopuścił, abym doświadczył siły i mocy Jego Matki oraz świętości miejsca, jakim jest Medziugorje. Nastał czas prób, ogromnego bólu i kuszenia. Próbowałem modlić się, ale nie umiałem. Każdego dnia przystępowałem do spowiedzi świętej, ale szatan nadal mnie dręczył. Udręki były tak silne, że całkowicie straciłem pokój serca. I nie tylko to. W duszy czułem, że tracę także moje powołanie zakonne i łaskę kapłaństwa. Czułem się zagubiony i nieszczęśliwy.
Tkwiąc w tej trudnej rzeczywistości, podczas której nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, ktoś zaproponował mi pielgrzymkę do Medziugorja. Przygotowałem się do drogi. Pojechałem z grupą kapłanów. Modlili się, ale ja nie byłem w stanie. Podczas pielgrzymki poznałem starszego kapłana ze Słowacji, o. Ambrożego, który całe swoje życie i powołanie poświęcił duszpasterzowaniu Ukraińcom w głębi Karpat. Do Medziugorja jechał po raz szósty, tym razem po przebytym zawale serca. Zachwycił mnie swą ofiarnością i pokorą. Czas podróży zaowocował tym, że zaprzyjaźniłem się z tym franciszkaninem. Pomagałem mu, służąc starszemu człowiekowi podtrzymującym ramieniem. Mogłoby się wydawać, że ja mu pomagam, ale w rzeczywistości on pomagał mi bardziej swoją obecnością. Razem wspinaliśmy się na Górę Objawień. Powiedziano nam, że jedna z osób widzących otrzyma tam objawienie. Zebrało się wielu wiernych i kapłanów. To była dla mnie pierwsza niespodzianka w Medziugorju. Usiadłem obok o. Ambrożego plecami do miejsca objawienia. Czułem, że nie jestem godny tam być. Ale podczas różańca wzrastało we mnie pragnienie, by widzieć to miejsce. Jednocześnie przy tym wewnętrznym pragnieniu pojawiły się słowa: „Nie patrz tam, jesteś zgubiony i skończysz w piekle.” Coś strasznego. Jednak pierwsze odczucia nieustannie kierowały moją uwagę na miejsce objawienia. Zacząłem patrzeć i szukać z nadzieją, że coś zobaczę. Wzrastała we mnie powoli nadzieja, choć jednocześnie nachodziły mnie myśli, że nie wyjdę z tego upokorzenia. Jednak wystarczyła dosłownie chwila, w której obdarzony zostałem niezachwianą wiarą i za jej głosem poszedłem.
Odpowiedzią na wszystkie pytania było odczuwanie, jak Matka Boża zstępuje z nieba. Było to intensywne odczucie, zapach innego świata, którego dotychczas nie znałem. Czułem pełną pokoju czułość, lekkość, jakby delikatny powiew obecności Matki Bożej. Zbliżała się do mnie i im bliżej była, tym bardziej oddalały się siły zła. Przeżyłem nowe objawienie w sercu. Doświadczyłem mocy pokory Maryi. Zrozumiałem, że Jej obecność wypędza złe duchy: po prostu pouciekały. Nie mogły znieść czystości i piękności Jej obecności. Ona ich nie upokarza ani nie przepędza. Ona po prostu kocha. Złe duchy nie są w stanie znieść tej miłości. I wtedy zmienił się stan ducha we mnie. Niszczycielski duch szatana zniknął ze swoją depresją i lękami. On zniknął, a na jego miejsce pojawił się duch Matki Bożej. W sercu słyszałem głos: „Nie bój się, jestem twoją Matką. Zapewniam cię, że ze Mną nie zginiesz.”
Wszystko się od tej pory zmieniło. Doświadczenie spotkania z Najświętszą Dziewicą stało się dla mojego powołania kapłańskiego i zakonnego oraz duszpasterzowania cudem miłości, która mnie uratowała.
Odczuwam obecność Maryi podczas każdego egzorcyzmu, który przeprowadzam. Podam tylko jeden przykład, ponieważ można by było przytaczać wiele. Nasi kapłani mieli do czynienia z opętaną dziewczyną, która przyszła do spowiedzi. Spowiedź przyjął kapłan, który dopiero co wrócił ze studiów w Rzymie. Gdy wypowiadał formułę rozgrzeszenia, ta osoba, a dokładnie szatan przez nią, uderzyła księdza tak mocno, że natychmiast upadł. Wtedy ta osoba zawołała innego księdza, który przestraszył się i wezwał mnie: „Ojcze Leonidzie, chodź szybko, mamy do czynienia z nadzwyczajną sytuacją.” Kiedy zacząłem egzorcyzm, postawiłem od razu diagnozę. Zobaczyłem, że dziewczyna jest opętana, pod dużym wpływem złego ducha. Poprosiłem nawet pięcioro bardzo pobożnych wiernych o wsparcie modlitewne w czasie, gdy będę odprawiał egzorcyzm. Podczas gdy wypowiadałem słowa przepisowego, tradycyjnego egzorcyzmu, szatan mnie wyśmiewał. Mówił po angielsku. Poniżał mnie i wyśmiewał. Wtedy zacząłem się modlić do Matki Bożej. Zacząłem z całego serca przywoływać Jej pomocy. Byłem wyczerpany fizycznie i psychicznie. Modlitwa dobiegała końca, ale duch nie opuszczał dziewczyny. Był to duch samobójstwa. Zacząłem wzywać Matkę Bożą, tak jak dziecko woła mamę. I wtedy zaczął się właściwy krzyk: „Już nie mogę dłużej, bo przychodzi Matka Boża. Nie wytrzymam tego, bo Matka Boża przychodzi. Muszę wyjść.” I zły duch opuścił dziewczynę.
Opisałem tylko jedną sytuację, ale było wiele podobnych. Podczas tych pięciu lat posługi egzorcysty, miałem też przypadki ogromnych pokus. Pojawiały się wcześniej i nie będę od nich wolny. Jednak w sercu czuję, jak Święta Boża Rodzicielka ochrania mnie. Nie mogę już żyć bez Medziugorja i bez Jerozolimy. Każdego roku pielgrzymuję do tych dwóch miejsc, bo jest to dla mnie wyraz wiary. Tutaj doświadczam wiary, błogosławieństwa i łaski.”
Ojciec Leonid dodał następnie, że składa Bogu wielkie dziękczynienie za to, że może złożyć w Radiu MIR to świadectwo o łaskach płynących od Maryi.
„Życzę wszystkim słuchaczom radości. Chciałbym, żeby każdy z was jeszcze bardziej ukochał Matkę Bożą, ponieważ Ona jest naszą matką. Kocha swoje dzieci, jest gotowa uczynić dla nas wszystko, o co ją poprosimy, i co jest zgodne z wolą Boga. Myślę, że zginęlibyśmy bez naszej Boskiej Matki. Dlatego żyjmy razem z Nią w każdej sekundzie naszego życia. Czuję jakieś szczególne wezwanie, abym także ja pomagał ludziom tu przybywać, szczególnie tym, którzy ogromnie cierpią duchowo.”

Przekład z niem.: Alicja B. Artykuł z nr 4/2010 “Vox Domini”