Różica Mucić: Mojej siostrze ukazała się Matka Boża

„MOJEJ SIOSTRZE MARIJI UKAZAŁA SIĘ MATKA BOŻA!”

Rużica Mucić jest starszą siostrą Mariji Pavlović-Lunetti, która od wielu lat przekazuje słowa Matki Bożej każdego 25 dnia miesiąca. Odwiedziliśmy ją w jej domu w Medziugorju. Chętnie zgodziła się udzielić wywiadu. W bardzo osobistych i poruszających słowach opisała nam wydarzenia pierwszych dni objawień.

– Można w tobie zauważyć pozytywne nastawienie od samego początku – przypominam sobie rok 1983, gdy się spotkaliśmy pierwszy raz. Masz nadal uśmiech na twarzy. Jakie są Twoje wspomnienia tamtych dni?

– Z pewnością były to dni niezapomniane, które wpisały się w moją pamięć. Wypełnione były modlitwą, radością i optymizmem. Trudno opisać, jakie to wszystko było dla nas piękne.

– Jak przeżyłaś pierwsze doświadczenie objawienia?

– Był wieczór 28 czerwca. Mieszkałam wówczas z mężem w Ljubuski, które jest 15 km oddalone od Medziugorja. Pracowaliśmy z mężem, Karlem w fabryce. Umówiliśmy się z naszymi przyjaciółmi z pracy, że w sobotę po uroczystości Narodzin św. Jana Chrzciciela (która wypadała wtedy w środę) wybierzemy się nad morze. Po powrocie nasi sąsiedzi zaprosili nas na kawę. Były tam obecne również dwie kobiety, żona sąsiada i jej znajoma. One powiedziały nam: „Wszyscy poszli do Medziugorja.” Nie wiedziały, że właśnie stamtąd pochodzę. Kontynuowały: „Matka Boża objawiła się sześciorgu dzieciom.” Ani moja mama, ani siostra nie dzwoniły do mnie, więc wydawało mi się, że również nic o tym nie wiedzą. W tamtym czasie w domu rodzinnym żyły Marija, Milka i rodzice. Moi trzej bracia mieszkali w Niemczech. Pamiętam, że myślałam o tym, że muszę zanieść te informacje naszej rodzinie. Nasz dom mieścił się w dzielnicy Bijakovici.
Następnego dnia poszłam do pracy, w progu zatrzymał mnie ktoś i powiedział: „Ruska, byłaś w Medziugorju? Odpowiedziałam, że jeszcze nie i zapytałam, co się dzieje. Koleżanka powiedziała: „To ty nie wiesz? Twojej siostrze objawiła się Matka Boża.” Odrzekłam jej wówczas: „No chodź już do pracy. Przecież ty nie znasz mojej siostry.” Zajęliśmy się pracą. W zespole firmy pracowaliśmy razem: muzułmanie, komuniści, prawosławni, katolicy. Wszyscy mówili o objawieniach w Medziugorju. Tylko ja nie byłam świadoma, co się tam wydarzyło. Gdy dziś się nad tym zastanawiam, dziwię się, że nie szukałam informacji o tych wydarzeniach, nie pytałam o imiona dzieci, jedynie przysłuchiwałam się rozmowom poszczególnych osób.
Około 13.30 przyszła jedna kobieta, akurat gdy myłam ręce i powtórzyła słowa, które usłyszałam rano, przekraczając próg zakładu pracy. Słysząc te słowa, czułam się tak, jakby mnie przeszył piorun. Zaczęłam płakać, a w mojej głowie kotłowały się naraz wszystkie słowa, które wcześniej słyszałam w rozmowach. Jedni mówili o telepatii, inni o tym, że dzieci najadły się narkotyków, jeszcze inni, że są chore psychicznie. Szybko się przebrałam i z pośpiechem poszłam do domu. Moja teściowa, widząc łzy w moich oczach pytała, co się stało. Powiedziałam jej o tym, co ludzie w pracy mówili o mojej siostrze. Powiedziała: „Nie płacz, niedługo Karlo wróci z pracy.” Mój mąż również szybciej niż zwykle wrócił z pracy i dodał: „Jeśli to naprawdę Matka Boża, to trzeba dziękować Bogu, a jeśli coś innego, to wtedy będziemy się zastanawiać, jak pomóc.”
Pojechaliśmy do Medziugorja naszym małym samochodem aż w osiem osób, ponieważ każdy chciał się z nami zabrać. Po jakimś czasie z powodu tłumów musieliśmy poruszać się w bardzo wolnym tempie. Było to przed uroczystością św. Piotra i Pawła, która przypada 29 czerwca.
Gdy wysiadłam przed naszym domem, zobaczyłam tłum ludzi. Miałam w głowie jedno – zobaczyć moją siostrę. Moja mama stanęła w przejściu i powiedziała: „Gdzie ty byłaś? Cały świat tu przybywa, a ciebie nie ma.” Widziałam, że jest szczęśliwa i to przyniosło ulgę mojemu skołatanemu sercu. W środku panował tłok, nie było miejsca, by usiąść. Marija właśnie robiła kawę, a Milka stawiała filiżanki na stole. Na słowa taty: „Rusca przyjechała”, Marija odwróciła się, zobaczyła łzy w moich oczach i powiedziała: „Nie płacz, wszystko ci opowiem.” Postawiła dzbanek i przyszła mnie przytulić. Wyszeptałam jej: „Nie musisz mi niczego wyjaśniać, wierzę ci. Jesteś normalna, taka jak kiedyś.”
Wcześniej myślałam, że muszę dowiedzieć się, czy nie jest chora psychicznie, ale gdy ją zobaczyłam, wiedziałam, że wszystko z nią w porządku. Tak wyglądało pierwsze spotkanie z Mariją po tym, jak usłyszałam o objawieniu Matki Bożej.

– Jak wyglądały wówczas objawienia? Uczestniczyło w nich wiele osób?

– Objawienia miały miejsce na Podbrdo. Tłumy ludzi szły od samego kościoła do Podbrdo. Panował duży tłok.

– Na początku były również znaki. Przypominasz sobie jakieś?

– Ja nie widziałam wielu znaków. Widziałam obracający się krzyż, który zniknął oraz znaki na słońcu. Raz mogłam dotknąć Matki Bożej.

– Jak to doświadczenie odczułaś?

– Był 2 sierpień, święto Matki Bożej Anielskiej. Uciekaliśmy przed policją, która wprowadziła zakaz gromadzenia się, chodzenia do kościoła i na Podbrdo. Gdziekolwiek zebrała się większa grupa ludzi, policja natychmiast ją rozpędzała. Więc poszliśmy do małego lasku, który znajdował się za ówczesnym domem Mirjany.
Osoby widzące stały przed objawieniem, a gdy ukazała się im Matka Boża, w tym samym momencie uklękły i zaczęły się modlić. Ja i jeszcze inna dziewczyna stałyśmy blisko. W pewnej chwili Mirjana obróciła się do nas i zapytała: „Rusca, Matka Boża pyta, czy chcesz Ją dotkąć.” W szoku wypowiedziałam słowa: „Matko Boża, tak, chcę Cię dotknąć, ale moje dłonie są niegodne, chcę Cię dotknąć moim sercem.” Mirjana wstała, wzięła moje dłonie i wodząc nimi, mówiła: „Tutaj jest głowa, tutaj włosy, tutaj Jej szyja i ramiona.” Nie czułam nic na moich dłoniach, ale wewnątrz czułam, jak przenika mnie silne światło. Nie wiedziałam, czy widzę światło swoimi oczami, czy całą sobą. Zamknęłam oczy i czułam to światło wewnątrz mnie, jakby mnie otulało czułością, oczyszczało, obmywało. Było tak silne, że trudno mi to opisać.

– Jak przeżywał to wszystko mały Jakov, będąc przecież jeszcze dzieckiem?

– Owszem był dzieckiem, a więc trochę się bał, ale też cieszył się. Pamiętam, jak Matka Boża zaczęła przekazywać osobom widzącym tajemnice. Objawienie miało miejsce w domu Vicki, w jej pokoju na pierwszym piętrze. Zapytał wówczas, dlaczego nie mogą powiedzieć o tajemnicach. Inni odpowiedzieli mu, że nie wiedzą i niech zapyta Matkę Bożą. Ona mu odpowiedziała: „Jakov, tajemnica musi zostać tajemnicą. Jeśli ujawniłbyś ją, Pan Bóg pozbawiłby cię możliwości używania mowy.” Bardzo zapadły mi te słowa w pamięci.

– Jak postrzegasz swoją siostrę? Ja również znam ją od wielu lat. Jak bardzo się zmieniła?

– Objawienia bardzo zmieniły nasze życie. Osoby widzące stały się dorosłe, założyły rodziny. Życie potoczyło się dalej, nic nie jest już takie, jak dawniej. Lecz gdy zaczynają się modlić przez przybyciem Matki Bożej, wszystko jest tak, jak 36 lat temu.
Modlimy się różańcem całym sercem. Przy objawieniu danym Mariji wygląda to tak: jeśli Matka Boża przychodzi o godz. 17.40, zaczynamy różaniec o godz.17, odmawiając tajemnice radosne i bolesne, następnie 7 razy „Ojcze nasz”. Marija nie wie, kiedy dokładnie zjawi się Matka Boża. Czasem jest to jedno „Ojcze nasz”, czasem dwa lub więcej. Gdy przestaje się modlić na głos, wiemy, że Matka Boża przyszła.
To, co dla mnie jest ważne i za co podziwiam osoby widzące to fakt, że objawienia trwają od tylu lat każdego dnia, a oni mają siłę to wytrzymać. Przecież przez minione lata wywierano wiele nacisków i prześladowano zarówno osoby widzące, jak ich rodziny. Bez pomocy łaski Bożej byłoby to nie do wytrzymania. Człowiek nie zastanawia się nad tym, czy iść dalej tą drogą, czy nie. Czuje wewnętrzne przekonanie, że trzeba być tej drodze wiernym. Każdego dnia Bóg pociąga ku Sobie, daje wewnętrzną radość. Gdy słyszę coś negatywnego na temat mojej siostry, boli mnie to, lecz wówczas powtarzam sobie, że dzieła Bożego nic nie jest w stanie zniszczyć, ono ocaleje. Przypominam sobie, że nie trzeba się denerwować, lecz pozwalać, aby radość Boga nas objęła. W ten sposób nie daję sobie zabrać pokoju serca, słysząc lub czytając negatywne komentarze.

– Jak Twoje dzieci i wnuki przyjęły te wiadomości, gdy były małe? Czy wybrały wiarę katolicką? Obecnie wielu młodych ludzi chwieje się w swoich przekonaniach i wyborach… Czy Medziugorje jest w ich sercu?

– Dzięki Bogu tak, modlą się, chodzą do kościoła, przystępują do sakramentów. Oczywiście są dziećmi swojej epoki, a więc uczestniczą w postępie technologii, której to tempo dla nas jest niepojęte. Moja córka ma troje dzieci. Nie opuszczają żadnej niedzielnej Eucharystii, są razem z mężem i dziećmi. Uczestniczyli w mszy świętej nawet wtedy, gdy dzieci były bardzo malutkie. Także moi synowie postępują podobnie. Nie chodzi jedynie o nasze dzieci. Widzę, że młodzi bardzo cenią sobie mszę świętą, spowiedź, sakramenty. W Medziugorju można zobaczyć zwłaszcza w niedzielę, jak wielu młodych ludzi śpiewa w chórach, udziela się we wspólnotach. Aktywność młodych ludzi widać zarówno w Medziugorju, jak i w przyległych parafiach.

– Przyczyniają się do tego również franciszkanie swoją pracą duszpasterską…

– Są otwarci na młodych, a to jest najważniejsze. Gdy mój syn był młodszy, każdego dnia chodził rano na roraty. Jeden ksiądz, który dopiero co przyszedł do parafii Humac, zainteresował się nim i zapytał, czy nie chciałby uczyć się w seminarium w Mostarze i też czy nie chciałby uczestniczyć we wspólnej pielgrzymce na Krizevac i do Podbrdo.

– Czy można było na początku pytać Matkę Bożą o cokolwiek, czego zapragnęliście się dowiedzieć? Jak to było na początku?

– Owszem, u początków osoby widzące mogły stawiać Maryi pytania, a Ona im odpowiadała.

– Przypominasz sobie te pytania?

– Ja nigdy nie prosiłam mojej siostry, Mariji, żeby zapytała Matkę Bożą o coś konkretnego, ponieważ tak wielka była radość, że Ona objawia się mojej siostrze, przychodzi do naszej rodziny i do nas wszystkich. Mogłam tylko ze wzruszenia płakać i dziękować: „Matko Boża, dziękuję Ci za te łaski, że jesteś tak blisko nas.”
Także dziś powtarzam te słowa. Jest to dla mnie doświadczenie ogromnej miłości Pana Boga i Matki Bożej. Jest to wielka łaska i jednocześnie wielka odpowiedzialność. Gdy staniemy przed Nim, będziemy musieli zdać sprawę z tego wielkiego obdarowania.

Rozmowę przeprowadził Maximilian Domej, 8.04.2017,
Medjugorje Gebetskation 2/2017, str. 36-41. Przekład z niem.: s. Alicja B. Wydanie polskie “Vox Domini” 1/2018