Marinko Sakota: Bądź dla innych…

BĄDŹ DLA INNYCH PRZEDŁUŻENIEM MOICH RĄK

Rozmowa z proboszczem Medziugorja o. Marinko Sakota OFM

– Znajdujemy się w Medziugorju. Tym razem mamy szczególne powody do radości związane z wizytą specjalnego wysłannika mianowanego przez papieża Franciszka. Jak została przyjęta ta decyzja?

– Trudno słowami opisać radość, którą wywołała w nas wiadomość o decyzji Ojca Świętego. Mieliśmy wówczas przekonanie, że jednak sprawa Medziugorja nie stoi w miejscu, skoro zostaje przysłany ktoś z Watykanu, kto pragnie zobaczyć sytuację w Medziugorju i to, co się tu dzieje. Dla nas ważne i poruszające było przede wszystkim to, że ktoś przyjedzie i na własne oczy zobaczy. Wszystko inne było mniej istotne. Podobnie jak Jezus powiedział: „Chodź i zobacz!”

– Jakie było pierwsze wrażenie po spotkaniu z abp Hoserem?

– Byliśmy zadowoleni, że spotykamy człowieka otwartego, dobrego i mądrego, który nie pozostaje na powierzchni spraw, lecz spogląda głębiej i próbuje poznać źródła tutejszych wydarzeń. Cieszyliśmy się, że chce wszystko zobaczyć. Wszedł na Górę Objawień, odwiedził dom dla sierot i wspólnoty, spotkał się z osobami widzącymi. A więc mieliśmy okazję spotkać prawdziwego duszpasterza, ojca, bożego człowieka, który rozumie i podchodzi bez uprzedzeń. Przybył, aby zobaczyć. Dla nas jest to coś wyjątkowego.

– Przebywał z wami tydzień. Czy ponowi swoją wizytę? Jak długo będzie trwała jego misja?

– Nie znam szczegółów. Zobaczymy, czy i kiedy będzie miał możliwość ponowienia wizyty w tym miejscu. Nie powiedział nam nic w tej sprawie.

– Interesujące wydaje się, że Kościół pragnie stworzyć tu sanktuarium. Myślę, że nie przez przypadek wszystkie sanktuaria w świecie zostały wyjęte spod jurysdykcji Kongregacji do spraw duchowieństwa i oddane pod opiekę Kongregacji do spraw Nowej Ewangelizacji.

– Abp Hoser powiedział, że w Medziugorju urzeczywistnia się idea nowej ewangelizacji. Ludzie spotykają tu Boga, otwierają się na Niego, doświadczają go. Zostają zachęceni do czegoś prostego, np. do pielgrzymowania na Górę Krzyża lub na Górę Objawień, do modlitwy różańcowej, do rozważania tajemnic Drogi Krzyżowej, Adoracji i spowiedzi. Właśnie dzięki takim formom otwierania się na Boga, po prostu Go spotykają. Na tym polega tutaj nowa ewangelizacja. Zachęcamy pielgrzymów do wejścia na drogę nawrócenia, do refleksji nad życiem. Właśnie to podkreślał arcybiskup. Drugą kwestią, którą poruszył kiedyś również kardynał Schönborn, a którą wyraził również nasz gość, było nazwanie jednej z motywacji przyjazdu, mianowicie, chęć uczenia się prowadzenia duszpasterstwa od samej Matki Bożej.

– Czego oczekuje Matka Boża od ludzi?

– Jestem przekonany, że Maryja pragnie dla nas stawania się ludźmi głębszej modlitwy, abyśmy przez to stali się ludźmi niosącymi pokój. Chciałaby zapalać małe światła w świecie, aby udawało się ludziom znajdywać drogę do pokoju. Nie znaczy to, że unikniemy nieporozumień czy kłótni, sytuacji konfliktowych, lecz ważne jest, by w tych stanach nie pozostawać, by je przekraczać przez przebaczenie, na nowo żyć w pokoju. Jej zaproszenia skierowane do ludzi ująłbym w dwa obrazy. Maryja mówi: „Módlcie się sercem”, to znaczy że przemiana dzieje się w sercu. Nie chodzi o modlitwę zewnętrzną, lecz zwrócenie się całym naszym wnętrzem do Jezusa, Adoracja całym naszym jestestwem, przeżywanie z uważnością Eucharystii, tak abyśmy stawali się przedłużeniem Bożych dłoni tam, gdzie żyjemy. To jest dokładnie to, o czym mówi Matka Boża: „Bądźcie przedłużeniem Moich rąk!”
Wczorajsza Adoracja w Kościele zgromadziła dużą liczbę wiernych i była bardzo głęboka. Rzadko zdarza się możliwość tak pięknego i mistycznego przeżycia tej modlitwy.
Jest to wyjątkowe doświadczenie, lecz jednocześnie początek, na którym nie wolno nam się zatrzymać. Mamy z tym przeżyciem umacniającym naszą wiarę iść dalej. Dlatego Matka Boża mówi o codziennym nawracaniu się, codziennej pracy nad własnym sercem jak nad uprawną rolą. Zachęca nas: „Czytajcie codziennie Pismo Święte.” Inspiruje nas do podjęcia wytrwałej pracy, ponieważ jako ludzie jesteśmy słabymi, kruchymi i grzesznymi istotami. Pewnego dnia byłem podenerwowany i kogoś zraniłem, lecz następnego dnia poszedłem przeprosić i prosić o wybaczenie. Owszem, upadamy, lecz jeśli pielęgnujemy w sobie miłość, wszystko jest możliwe – tak mówi Matka Boża. Jednakże jeśli nie mamy miłości w sobie, wówczas nawet drobnostki stają się przyczyną sporu i urastają do rangi konfliktów. Z miłością w sercu jestem w stanie nawet w człowieku, którego nie lubię, zobaczyć przyjaciela.

– Arcybiskup był też w Rwandzie…

– Akurat to jest bardzo ważne, ponieważ oznacza, że jego życiowe doświadczenie zostało naznaczone spotkaniem z wojną i ludobójstwem. Ponadto zetknął się ze zjawiskiem objawień w Kibeho. Był członkiem komisji, która je badała. Przypuszczam, że właśnie dlatego z otwartością przyjął nas i Medziugorje. Wydaje mi się, że jest to najważniejsza cecha człowieka – być otwartym na nowe, na inność drugiej osoby, ponieważ dla wielu ludzi problemem są uprzedzenia, które blokują widzenie tego, co się tu dzieje. W Medziugorju jesteśmy zaproszeni przed wszystkim do tego, by otwierać nasze serca. Często nosimy w sobie różnego rodzaju stereotypy dotyczące drugiego człowieka, jego wiary, kraju, narodowości. Abp. Hoser jest otwarty. Myślę, że pomoże mu jego doświadczenie zdobyte w Ruandzie, w Kibeho. Tam była wojna i tutaj również. Objawienia maryjne miały miejsce przed wybuchem konfliktu – Matka Boża zapowiedziała osobom widzącym straszne wydarzenia, a jednocześnie gorąco apelowała o nawrócenie, by one nie zaistniały. W Medziugorju Maryja ukazała się dziesięć lat przed wojną i nawoływała do nawrócenia. Tak więc jest mnóstwo podobieństw między tymi miejscami.

– Jaki program duszpasterski oferuje Medziugorje?

– W ciągu roku odbywa się około 20 międzynarodowych seminariów. Abp Hoser podkreślił, że są one szkołą modlitwy, osobistego doświadczenia pokoju serca. Szczególnie w miesiącach letnich odbywają się różne pielgrzymki, w czerwcu świętujemy rocznicę objawień, a dzień wcześniej, 24.06., pielgrzymujemy z Humac do Medziugorja. W pierwszym tygodniu sierpnia odbywa się Festiwal Młodych.

– Jak wytrzymuje Ojciec codzienny wysiłek? Jest Ojciec proboszczem od 2010 roku. Ojcowie wydają się promieniować energią pomimo ilości pracy i służby. Jak postrzega Ojciec swoją kapłańską posługę i pełnienie funkcji proboszcza?

– Wielką łaską jest żyć w tym miejscu i wspólnie przeżywać intensywność codzienności. Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie, gdybym był w innym miejscu. Może bym się tak bardzo nie starał, nie wiem… lecz tutaj program duszpasterski stawia człowiekowi wymagania i uważam, że to dobrze. Dzięki temu wzrastamy i zdobywamy doświadczenie, które – jestem przekonany – można słowami przekazywać innym jedynie wówczas, gdy samemu się przez coś przeszło. Mam na myśli także słabości. Nie można myśleć, że jest się już doskonałym i stawiać siebie nad lub przed innych. Ważne jest doświadczenie własnej kruchości, słabości oraz wielkiego Miłosierdzia Boga, który wszystko tutaj prowadzi, także nas, którzy jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Medziugorje trwa dzięki Bożej Opatrzności, nie dzięki franciszkanom, to nie nasze dzieło. Jeśli człowiek się otwiera i wierzy, dzieją się wielkie rzeczy. Trzeba być wytrwałym, znosić…to także droga zdobywania doświadczenia: pokusy, wątpliwości, krytyka i ataki. Jeśli się trwa wiernie przy Bogu, przychodzi światło i nowy dzień.

Wywiad przeprowadził Maximilian Domej, 9.04.2017. Przekład z niem.: s. A. B. Wydanie polskie: “Vox Domini” 1/2018